czy mariawici to sekta
Świadkowie jak sekta według sądu francuskiego. Moskiewscy Świadkowie zapowiedzieli, że od decyzji sądów rosyjskich odwołają się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W tym kontekście interesująca może być analiza sprawy Palau-Martinez przeciwko Francji (skarga nr 64927/01 ), która została rozstrzygnięta
Kutno. Mariawityzm w okolicy Kutna obecny jest co najmniej od 1906 roku. Mariawici mieszkali m.in. w Krośniewicach, Łaniętach czy Ostrowach. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę mariawici z parafii Krośniewice wznieśli murowany kościół we wsi Kajew. Podobnie jak i w Nowej Sobótce, świątynia nad zakrystią posiadała
3.2K views, 69 likes, 30 loves, 92 comments, 104 shares, Facebook Watch Videos from Krzysztof Kościelny: Kiedy w rozmowie mówisz o Bogu to jest jeszcze ok Jesli wspomnisz o Jezusie to juz
- Nie jest ich dużo, ok. 250 osób. Żyjemy z nimi w przyjaźni i zgodzie. Katolicy chodzą na pogrzeby swoich sąsiadów mariawitów, a mariawici na pogrzeby katolików. W dodatku na wielu pogrzebach, procesjach, uroczystościach czy teraz na niedawnym festynie, przygrywa ekumeniczna orkiestra dęta. Jej członkami są i mariawici i katolicy.
Mówię, że trzeba wszystko zbadać i tyle. Sekta to sekta, ale bez doktoratu będzie jak Gryguć czy Michalkiewicz trochę, nie? 27 May 2023 08:14:18
naskah drama sunda komedi untuk 10 orang. porys Moderator aktywista Wiadomości: 2633 Może to jakaś "misja" paryskich mariawitów. Zapisane zdewirtualizować awatary in principio Gość filia staro-katolików czy "katolików" mariawitów? a jaka jest różnica między jednymi a drugimi??przecież to sekta i to sektawięc różnicy zbytnio nie widać Zapisane Jarod aktywista Wiadomości: 2519 filia staro-katolików czy "katolików" mariawitów? a jaka jest różnica między jednymi a drugimi??przecież to sekta i to sektawięc różnicy zbytnio nie widaćPrawdopodobbnie tylko u jednych moze sie Pan waznie wyspowiadac w naglym przypadku. A to czy Pan przed smiercia sie wyspowiada moze robic roznice Zapisane Kamil aktywista Wiadomości: 1368 A to mariawici nie są starokatolikami? Myślałem, że są w tej unii utrechtckiej, czy jak jej tam... Zapisane Krusejder aktywista Wiadomości: 6580 to the power and the glory raise your glasses high filia staro-katolików czy "katolików" mariawitów? a jaka jest różnica między jednymi a drugimi??przecież to sekta i to sektawięc różnicy zbytnio nie widaćPrawdopodobbnie tylko u jednych moze sie Pan waznie wyspowiadac w naglym przypadku. A to czy Pan przed smiercia sie wyspowiada moze robic roznice chodzi o to, że u tych drugich nieekumenicznych mariawitów sukcesja apostolska przechodzi przez kobiety, co skutkuje niewaznoscia swiecen Zapisane porys Moderator aktywista Wiadomości: 2633 chodzi o to, że u tych drugich nieekumenicznych mariawitów sukcesja apostolska przechodzi przez kobiety, co skutkuje niewaznoscia swiecenCi felicjanowscy to faktycznie ciekawostka "eklezjalno"-folklorystyczna, niż wspólnota eklezjalna, ale ci z Płocka to chyba sukcesję mają kosher. Zapisane zdewirtualizować awatary marcin Gość ktoś mi wspominał o tym jak u ezuitów w krakowie podczas dni o edność chrześcijanstwa byla mariawicka liturgia, kazanie wygłosił baptysta a w wystawionym był "łaciński" czyli nasz, Pan Jezus... a ktoś kiedyś śpiewał że żal kolorowych jarmarków, trzeba do krakowa o ezuitow. Zapisane
Mariawici to Kościół i zgromadzenie polskie. W XX wieku wyklęci przez papieża, teraz współpracują z katolikami. Nic dziwnego, w końcu to ich patronka Feliksa Kozłowska miała objawienie Bożego Miłosierdzia 38 lat przed Faustyną – pisze Marta Paluch. To dosyć młode ugrupowanie na religijnej mapie Polski. Wyświetl całą odpowiedź na pytanie „Czy mariawici to sekta”… Czy mariawici uznają papieża Mariawici to Kościół i zgromadzenie polskie. W XX wieku wyklęci przez papieża, teraz współpracują z katolikami. Nic dziwnego, w końcu to ich patronka Feliksa Kozłowska miała objawienie Bożego Miłosierdzia 38 lat przed Faustyną – pisze Marta Paluch. To dosyć młode ugrupowanie na religijnej mapie Polski. Mariawici w co wierzą Głównym zadaniem mariawitów jest szerzenie czci dla Przenajświętszego Sakramentu, która w życiu wiernych ma się wyrażać w częstym i godnym przyjmowaniu Komunii Świętej oraz odprawianiu adoracji ubłagania. … Mariawici oddają także cześć świętym, aniołom i męczennikom.
1. W świetle prawa Rzeczypospolitej Polskiej, Kościół Chrześcijan Baptystów w RP jest jednym z 15 oficjalnych Kościołów i związków wyznaniowych, posiadających ustawę o stosunku Państwa Polskiego do tego związku wyznaniowego. Są też one nazywane „kościołami i związkami wyznaniowymi ustawowymi” Patrz: 2. Nie pasują do nas wyróżniki sekt: nie mamy guru, za którym podążamy ani centralnego ośrodka kierowania, nie manipulujemy ludźmi i dokładamy wszelkiego wysiłku aby osoby które dołączają do nas podejmowały własne decyzje, zawsze też mają wolność aby przestać mieć z nami wspólnotę czy nas lubić, nie głosimy nowej nauki, staramy się być wiernymi Słowu Bożemu rozpoznanemu przez Izrael (Stary Testament) i Kościół Powszechny (Nowy Testament) jako Objawione Słowo ponad 1500 lat temu, 3. Wyznajemy Credo Apostolskie i Nicejskie. 4. W Polsce jesteśmy kościołem mniejszościowym ale w skali światowej baptyści to ok 100 mln ochrzczonych w wieku świadomym (33 mln w USA). 5. Różnice w sposobie kultu w stosunku do dominującego w Polsce Kościoła Rzymskiego, nie są wystarczającym argumentem aby kwalifikować nas jako sektę. 6. Nie odżegnujemy się od narodowej kultury, zobowiązań wobec Państwa czy służby wojskowej, wskazując jednocześnie na narodowe wady i grzechy – zakodowane również w kulturze. 7. Staramy się być gorliwymi w wierze i praktycznie stawiać przyszły świat (Boże Królestwo Chwały) ponad światem dzisiejszym. Jednocześnie dokładamy wysiłków aby zgodnie z Przykazaniem Bożym “Pracować przez sześć dni a w siódmym odpoczywać”. Działamy zgodnie z mądrym powiedzeniem Marcina Lutra: “Choćby jutro miał nastąpić koniec świata i tak posadzę dziś drzewo.” Poniżej link do forum, na którym stawiana jest sugestia, że kilka stron z “ostrzeżeniami od zrozpaczonych matek” w polskim internecie, sugerujących, że jesteśmy sektą – zakłada jeden człowiek, który w swej gorliwości – gra nie fair. Zdarzają się wśród nas, jak wszędzie, ludzie niegodni. Wstydzimy się za nich. Ten wpis został opublikowany w kategorii Baptyści, PiO. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
12 marca 2013 r. widzowie popularnego programu publicystycznego Moniki Olejnik Kropka nad i zostali uraczeni potokiem błyskotliwych refleksji w kontek ście niedawno zakończonego konklawe. W końcowej części rozmowy dzienni karki z ks. Kazimierzem Sową i dr. Kamilem Sipowiczem skoncentrowano się na temacie roli kobiet w Kościele. Dr Sipowicz raczył stwierdzić, że w Polsce istnieje „heretycka sekta religijna” o nazwie mariawici, która przed wojną wyświęcała ko biety na kapłanki1. Rozbawiony ks. Sowa z uśmiechem wspominał „Mateczkę” tak, jakby to słowo było cokolwiek gorszące lub przynajmniej śmieszne, po czym przytakując Sipowiczowi, zadekretował: „I widzi pan jak ta sekta skończyła?”2. Reakcja na tę telewizyjną rozmowę była natychmiastowa i wypłynęła ona głównie ze środowiska mariawickiego, ale także z innych małych grup wyzna niowych. „Mariawityzm jako ruch religijny to idea wskrzeszenia czci należnej Chrystusowi w Przenajświętszym Sakramencie, idea odrodzenia w Chrystusie Utajonym, religia mocy Bożej i wyzucia się czczych form zewnętrznych. To refor ma życia kapłańskiego oparta na wzorach apostołów i Chrystusa. To wreszcie de mokratyzacja życia kościelnego, czyli przyznanie praw ludowi do udziału w tym życiu. Mariawityzm jako zjawisko w życiu narodu to usiłowanie pchnięcia na nowe tory ludu naszego, dążenie do jego oświaty, do nauczania go samodzielności w myśleniu, niesienie mu pomocy w pracy kulturalnej dla przyszłości budowanej na gruncie zasad chrześcijańskich”3 - zdawali się grzmieć zwolennicy wyznania. Słowo sekta za każdym razem wywołuje u nas bardzo negatywne emocje i sko jarzenia. Sekta w ujęciu teologii katolickiej dotyczy jakiejś grupy wyznaniowej, która oddzieliła się od swojej macierzy kościelnej dla zaznaczenia swojej odręb ności w kwestiach doktryny, organizacji i liturgii, tworząc zupełnie nową, za mkniętą wspólnotę. Sekta zazwyczaj jest tajną, ukrytą grupą o skomplikowanej 1 W 1929 r. mariawici wydali postanowienie o mających nastąpić święceniach kapłańskich sióstr. Pierwsze święcenia nastąpiły 28 III tego roku, kiedy otrzymało je dwanaście kobiet. Ponadto w tym samym czasie przeło żona zgromadzenia - Maria Izabela Wiłucka - otrzymała święcenia biskupie. Wiadomości o święceniach kobiet opisywane były nie tylko w prasie polskiej, ale i światowej. Święceń zaniechano w 1935 r. 2 D. Bruncz, W TVN24 o prostacie, mariawitach jako „heretyckiej sekcie” - dialog kapłana z katolikiem przed apostazjt}, „Mariawita” 2013, t. 55, s. 24. 3 Działalność społeczna Kościoła Mariawickiego, [data dostępu: 2 2 IV 2013], hierarchii, tajemniczych obrzędach i nieracjonalnych zasadach wiary. Czy można więc przyznać rację doktorowi Sipowiczowi, że mariawici to tylko heretycka nic nieznacząca sekta religijna? Czy raczej warto się pochylić nad zdaniem zwolenni ków mariawityzmu? Czym jest sam mariawityzm i jakie jest jego miejsce w dzie jach Lubelszczyzny? Mariawityzm - nazwa od łacińskich słów Mariae vitam (imitantes) znaczących „Maryi życie (naśladujący)” - jest wyznaniem oryginalnie polskim, powstałym na początku XX wieku. Jego geneza jest ściśle związana z Feliksą Marią Francisz ką Kozłowską i doświadczonym przez nią 2 sierpnia 1893 r. objawieniem Dzieła Wielkiego Miłosierdzia4. Feliksa Kozłowska w 1883 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Cierpiących. Niedługo później wyjechała do Płocka, gdzie utworzyła Zgroma dzenie Sióstr Ubogich św. Klary od Nieustającej Adoracji Ubłagania, które póź niej przyjęło nazwę Zgromadzenia Sióstr Mariawitek Nieustającej Adoracji Ubła gania. 2 sierpnia 1893 r. w kościele rzymskokatolickiego seminarium duchownego w Płocku przed ołtarzem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy siostra Maria Fran ciszka doświadczyła objawienia nazwanego później Dziełem Wielkiego Miłosier dzia, podczas którego została zobligowana do zorganizowania Zgromadzenia Ka płanów Mariawitów Nieustającej Adoracji Ubłagania. Św. Maria Franciszka tak opisała to wydarzenie: „W roku 93. dnia 2 sierpnia, po wysłuchaniu Mszy Świę tej i przyjęciu Komunii Świętej, nagle zostałam oderwana od zmysłów i stawiona przed Majestatem Bożym. - Niepojęta światłość ogarnęła moją duszę i miałam wtedy ukazane: ogólne zepsucie świata i ostateczne czasy - potem rozwolnienie obyczajów w duchowieństwie i grzechy, jakich się dopuszczają Kapłani. - Widzia łam Sprawiedliwość Boską wymierzoną na ukaranie świata i Miłosierdzie dające ginącemu światu jako ostatni ratunek Cześć Przenajświętszego Sakramentu i Po moc Maryi. - Po chwili milczenia przemówił Pan: »Środkiem szerzenia tej Czci, chcę aby powstało Zgromadzenie Kapłanów pod nazwą Maryawitów, hasło Ich: ‘Wszystko na większą Chwałę Bożą i Cześć Przenajświętszej Panny Maryi’, zosta wać będą pod Opieką Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, bo jako są nieustan ne wysiłki przeciwko Bogu i Kościołowi, tak jest potrzebna Nieustająca Pomoc Maryi«”5. Z księgi objawień własnoręcznie spisanych przez siostrę Marię Franciszkę do wiadujemy się, że po objawieniu 2 sierpnia 1893 r. Pan Jezus wskazywał jej kon kretnych kapłanów, którzy ma poinformować o Dziele Miłosierdzia i ich powoła niu do szerzenia czci Przenajświętszego Sakramentu. Dla Mateczki było to trudne zadanie, bo z natury była nieśmiała, niektórych księży w ogóle nie znała, bo byli z innej diecezji. Nie powiodła się próba przekazania tej misji pierwszemu maria wicie - ks. Felicjanowi Strumiłło, gdyż wymówił się złym stanem zdrowia (rze czywiście po niespełna dwóch latach zmarł)6. 4 P. Jaworska, Kościół Starokatolicki Mariawitów, [w:] W drodze za Chrystusem. Kościoły chrześcijańskie w Polsce mówią o sobie, red. H. Tranda, M. Patalon, Kraków 2009, s. 167-168. 5 M. Kozłowska, Dzieło Wielkiego Miłosierdzia, Płock 1927, s. 5-6. 6 P. Jaworska, op. cit., s. 168. Pierwsi księża mariawici wywodzili się z elity duchowieństwa rzymskokatolic kiego. Byli to kapłani pragnący rzetelnie wypełniać swoje powołanie, na ogół mło dzi, aktywni i wykształceni (wielu z nich było profesorami). W okresie od założe nia zgromadzenia do 1904 r. należało do niego od 70 do 100 duchownych. Księża ci pochodzili z ówczesnych diecezji Królestwa Polskiego: warszawskiej, płockiej, kieleckiej i lubelskiej. Wyróżniali się wśród ogółu duchowieństwa skromnością, pobożnością, bezinteresownością (nie pobierali opłat za posługę religijną). Nie konwencjonalna, bo oparta na zasadach bezinteresowności i dobra społecznego praca duszpasterska, a także surowa reguła zakonna kapłanów, spowodowała ra dykalną odnowę duchową i moralną wiernych. Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów przez 10 lat funkcjonowało w ukryciu. W 1903 r. kapłani mariawici uznali za konieczne oficjalne powiadomienie hierar chów Kościoła rzymskokatolickiego w celu uzyskania legalizacji swojego zgroma dzenia, choćby na szczeblu diecezji. Wobec tego do duchownych: warszawskiego abp. Wincentego Popiela-Chrościaka, lubelskiego bp. Franciszka Jaczewskiego i płockiego bp. Jerzego Szembeka, zgłosili się kapłani mariawici pełniący funkcje prowincjałów i złożyli oficjalne zawiadomienie o działającym zgromadzeniu. Na stępnie w 1903 r. udali się do Rzymu do papieża po zatwierdzenie7. Pod wpływem rzymskokatolickiej hierarchii duchownej Watykańska Kongre gacja Inkwizycji po posiedzeniu, które odbyło się 31 sierpnia 1904 r., dekretem z 4 września 1904 r. nakazała zlikwidowanie zgromadzenia mariawickiego oraz odsunięcie Marii Franciszki od kierowania siostrami i wywierania jakiegokol wiek wpływu na kapłanów. Mariawici uznali ten dekret za tragiczną pomyłkę i wciąż prowadzili swoją działalność. 5 kwietnia 1906 r. papież Pius X wydał potępiającą mariawitów encyklikę Tri bus circiter, która została odczytana w kościołach katedralnych w Warszawie, Płocku i Lublinie w Wielki Czwartek 12 kwietnia 1906 r. Następnie 30 grudnia tego samego roku został ogłoszony w diecezjach warszawskiej, płockiej i lubel skiej dekret Kongregacji św. Oficjum z 5 grudnia 1906 r. Dokument ten dotyczył objęcia ekskomuniką większą ks. Michała Kowalskiego i Marii Franciszki Ko złowskiej. Ten dzień uznaje się za datę wyłączenia mariawitów z Kościoła rzym skokatolickiego, a Kozłowską za pierwszą w dziejach wyklętą imiennie przez papieża kobietę. W tej sytuacji mariawici - 33 duchownych i dziesiątki tysięcy wiernych - stworzyli odrębny i niezależny Kościół8. Narodziny mariawityzmu i spowodowany tym rozłam w Kościele katolickim należy wpisać w szersze tło zjawisk społecznych i politycznych z lat 1904-1907, a nawet z okresu wcześniejszego. Historyk musi w tym miejscu zadać pytanie: czy na decyzje Watykanu wpływała wyłącznie sytuacja w Polsce i polscy hierar chowie? A może postawa papieża i innych decydentów watykańskich wpisuje się w jakiś model działań podejmowanych w podobnych sprawach? Otóż obserwu jąc pontyfikat Piusa X, można zauważyć, że nie zyskiwały jego aprobaty te idee i inicjatywy, które przeciwstawiały się monarchicznemu ustrojowi Kościoła. Pa pież nie sympatyzował z demokracją w każdym znaczeniu tego słowa. Wobec 7 Ibidem, s. 170. 8 Ibidem, s. 172. narastających w ówczesnym świecie nurtów liberalnych władze kościelne dążyły do umocnienia centralizacji i hierarchii, które zdolne były przeciwdziałać ten dencjom oddolnym. Kościół w tym czasie był bardzo wyczulony na wszelkiego rodzaju herezje9. Pismo z 2 marca 1906 r. arcybiskupa metropolity warszawskiego Wincente go skierowane do duchowieństwa archidiecezji nie pozostawia złudzeń: „Wróg zewnętrzny i wewnętrzny uderza na Kościół, chcą go zniszczyć, a z nim razem pogrzebać szczęście wieczne i doczesne współrodaków naszych. Wiecie, Synowi Moi, że Kościół przez wszystkie wieki swojego istnienia miał licznych i potęż nych wrogów; wszystkich jednak zwyciężał miłością. I dzisiaj, jeżeli chcemy iść za Chrystusem przeciwko nieprzyjaciołom naszym zewnętrznym i wewnętrz nym, przeciwstawiajmy miłość, tj. treść i podstawę Chrystusowego Zakonu; mi łość Boga i ludzi, miłość wszystkich ludzi; dobrych i złych, wielkich i malucz kich - w imię miłującego Chrystusa, który umarł za wszystkich, aby wszyscy byli zbawieni”10. Mariawici od samego początku spotykali się z licznymi represjami tak ze stro ny społeczeństwa będącego pod wpływem rzymskokatolicyzmu, jak i ze strony radykalnej prawicy chrześcijańskiej. Wokół całego ruchu narosło bardzo wiele mitów, plotek i negatywnych emocji. Bardzo często narodziny mariawityzmu wiązano z działaniem szatana albo różnymi dziwnymi zachowaniami, np. hipno zą czy lewitacją. W jednym z numerów „Przeglądu Katolickiego” przeczytać mo żemy: „zdaje się, że Kozłowska hipnotyzuje mariawitów, przynajmniej znaczną ich większość, to wysłanniczka szatana. Bo gdzie diabeł nie może, tam babę po śle”11. Bardzo wymowne było również porównywanie mariawitów do sekty chły- stowszczyków, której członkowie adorowali wybraną przez siebie kobietę jako matkę Chrystusa odradzającego się co roku w czasie Świąt Bożego Narodzenia12. Środowiska kościelne, wyrażając swój negatywny stosunek do zjawisk, które osłabiały tradycyjne więzi społeczne (radykalizacja postaw dokonująca się wśród części robotników i chłopów) i godziły w autorytet Kościoła, odnosiły się do nich niechętnie. Podobnie postrzegano wspólnotę mariawicką jako ruch kontestujący zastany porządek wewnątrzkościelny i zagrażający ładowi społecznemu. Obraz taki prezentowała również publicystyka katolicka. W prasie tej krytykowano ma riawickie praktyki religijne i nabożeństwa, o których popularności może świad czyć choćby częstotliwość zamieszczanych napomnień. Piętnowano katolików, którzy - nawet tylko z ciekawości - odwiedzali mariawickie świątynie. W rela cjach prasowych podkreślano kult założycielki, który miał stanowić centralny punkt niektórych nabożeństw mariawickich, wymieniając chociażby całowanie Mateczki w stopę czy zamieszczając tekst litanii do Feliksy Kozłowskiej. Prasa odegrała z pewnością ważną rolę w kształtowaniu wizerunku mariawityzmu 9 A. Górecki, Mariawici i mariawityzm - narodziny i pierwsze lata istnienia, Warszawa 2011, s. 165-166. 10 Archiwum Archidiecezjalne w Lublinie [dalej: AAL], sygn. „Okólniki Biskupów Obcych Dyecezji” REP. 60 XIX - 1/322: Pismo Arcybiskupa Metropolity Warszawskiego Wincentego (do duchowieństwa Archidiecezji) z 2 III 1906 r. 11 A. Górecki, op. cit., s. 275. 12 Ibidem. i miała niemały wpływ na przyjmowanie lub odrzucanie jego haseł wśród znacz nej części społeczeństwa13. Mariawitom zarzucono praktykę połykania tzw. „papierowych hostii” (obraz ków z wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy). Zwyczaj ten pochodził z Francji i był dość silnie rozpowszechniony w okolicach Poznania, także wśród katolickiej inteligencji. Zdaniem prasy połykanie takich obrazków przez maria witów miało im zastępować Komunię Świętą. Pojawiała się również informacja, że w okresie późniejszym w podobnym celu wykorzystywano włosy Franciszki Kozłowskiej14. Ruch mariawicki bardzo dynamicznie rozwijał się na terenie Lubelszczy zny. To właśnie tutaj w początkach XIX w. powstawały i zawiązywały się grupy, wspólnoty, kaplice i parafie Czcicieli Przenajświętszego Sakramentu. Za najstar szą parafię mariawicką w lubelskiem uznaje się tę zawiązaną w Markuszowie koło Lublina, która - jak się przyjmuje - powstała w grudniu 1905 r., kiedy do wsi przybył ks. Piotr Goliński - mariawita. Od samego początku rozpoczął on nakła nianie parafian do swoich przekonań religijnych, zachęcając wiernych do częstej komunii i spowiedzi oraz adoracji Przenajświętszego Sakramentu. O działalności ks. Golińskiego donosiła także ukazująca się wówczas „Ziemia Lubelska”: „Jak i inni mariawici mówił ciągle on ludowi, że jest św. Zakonnica, która miała obja wienie, że tylko przez wprowadzenie praktyk: adoracji Najświętszego Sakramen tu, częstej Komunii Św. i czci dla Matki Boskiej Nieustającej Pomocy świat się od rodzi duchowo. Zapisywał więc do adoracji nie tylko w parafii markuszowskiej, ale i w sąsiednich, i około 7 tys. ludzi zdołał pociągnąć za sobą. Mówił, że biskupi i księża przeciwko tym praktykom powstawać będą, że kto się nie zapisze do ad oracji Najświętszego Sakramentu i innych, to na potępienie wieczne pójdzie. Stąd powstało rozdwojenie w parafii i lud biedny nie wiedział, czego się trzymać”15. Szósta parafia mariawicka na ziemiach polskich została utworzona w Żarnow ce. Wyłoniła się ona z parafii rzymskokatolickiej w Grębkowie (i początkowo tam się mieściła). Tamtejsi duchowni - ks. Michał Mystkowski i ks. Henryk Ciem- niewski, którzy z wielu względów nie wypełniali należycie swoich obowiązków, nie cieszyli się najlepszą opinią wśród wiernych. Parafianie wielokrotnie prosili biskupów o zmiany, ale bez rezultatów. Ludność miejscowa zaczęła uczęszczać na nabożeństwa do parafii mariawickiej w Wiśniewie16. 10 lutego 1906 r. parafianie listownie zwrócili się do biskupa Jaczewskiego, z in formacją, że przechodzą pod kierunek księży mariawitów, warto przytoczyć frag ment tej wiadomości: „My niżej podpisani mieszkańcy parafii Grębków powiatu Węgrowskiego, guberni siedleckiej, niniejszym oświadczamy, że wyłączamy się spod opieki duchownej Waszej Ekscelencji i nie życzymy sobie, aby nam przysyłał teraz i na przyszłość swoich księży do zaspokajania naszych potrzeb duchowych, gdyż odtąd radzić sobie będziemy i dodajemy, że kopię niniejszego oświadczenia 13 Ibidem, s. 240. 14 Ibidem, s. 273. 15 AAL, sygn. „Akta o sekcie Mariawitów” REP. 60. XIII - 1/263: List Wikariusza parafii Markuszowskiej z 10 III 1906 r. do Księdza Kanonika Dziekana dekanatu Puławskiego. 16 W. Kowalczewski, Parafia Kościoła Starokatolickiego Mariawitów pod wezwaniem Przemienia Pańskiego w Żarnowce, Żarnówka 2011. przesłaliśmy na ręce Jaśnie Wielmożnego Generał-Gubernatora Warszawskiego i Wielmożnego Gubernatora Siedleckiego wraz z propozycją, żeby akta stanu cy wilnego odtąd były prowadzone przez urzędy gminne”17. Petycję o tej samej treści wysłała kilka dni później parafia w Żeliszewie. Do parafii w Grębkowie przybył wówczas ksiądz mariawita Józef Szymanow ski, a jego następcą został później ks. Adam Furmanik. W 1906 r. po wciąż trwa jących prześladowaniach mariawitów życie liturgiczne przeniosło się z Grębkowa do Żarnówki. Początkowo regularne nabożeństwa odprawiano w domu Feliksa Boruca, a dwa miesiące później we wsi stał już drewniany kościół. 15 lutego 1906 r. nowy ruch religijny dotarł do Żeliszewa. To w tym dniu powstała tutaj parafia Kościoła Mariawickiego. Mieszkańcy wsi dowiedzieli się o istnieniu omawianego w niniejszym tekście ruchu od wiernych z Cegłowa i Wi śniewa - miejscowości znajdujących się w okolicach Mińska Mazowieckiego. Przebywający na inspekcję w tym czasie rzymskokatolicki ks. Stanisław Plesz- czyński wspominał, że sytuacja w Żeliszewie była bardzo napięta. Ludność miej scowa zdecydowanie opowiadała się za mariawityzmem, chociaż z jednej strony powiedzieć można, że w zasadzie popierali oni nie tyle nowy prąd religijny, co mariawickiego proboszcza. Biskup rzymskokatolicki Franciszek Jaczewski w liście aposto
Nikt o zdrowych zmysłach nie wstępuje do sekty. Nawet ci, którzy się w niej znaleźli, są przekonani, że nie jest to sekta, ale wspólnota, która wreszcie pomoże im zaspokoić potrzeby emocjonalne, duchowe a niekiedy ekonomiczne Bardzo często traktujemy sektę wyłącznie jako grupę religijną, tymczasem nie jest to do końca prawda. Posłużę się tu definicją, której używamy na co dzień w Dominikańskim Ośrodku Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych: sekta to grupa o silnie rozwiniętej władzy, posiadająca dwa różne cele: zewnętrzny i wewnętrzny (ukryty). Dzięki temu sekta potrafi ukryć swoje prawdziwe intencje i w tak dobrym świetle przedstawić swoją propozycję, że nieraz osoby mające szlachetne pobudki zostają przez nią zwerbowane i wykorzystane. Definicja mówi dalej, że członkowie sekty poddawani są głębokiej psychomanipulacji, której celem jest uzależnienie od lidera bądź grupy. Wreszcie sekta ukrywa normy postępowania; byli członkowie sekt mówią często, że z czasem przestali wiedzieć, co jest dobre, a co złe, ponieważ to, co mogli robić na początku i było określone jako dobre, potem było zabronione i traktowane jak zło. Według tej definicji do sekt możemy zaliczyć nawet dyktatury polityczne. prawdziwy guru? Z sektami mającymi swe rodowody na Wschodzie bardzo mocno wiąże się instytucja przywódcy, guru. Trzeba jednak rozróżnić prawdziwego hinduskiego guru od tego, z którym mamy do czynienia w naszej kulturze. Guru hinduski to człowiek, który sam przeszedł drogę oświecenia, który wie, jak do niego dojść, i taką też drogę jest w stanie zaproponować adeptowi. Nie przesłania jej, nie stara się być w centrum, ale jest tym, który pomaga dojść do takiego stanu duchowego, jaki sam osiągnął. Hinduski guru to przewodnik duchowy. Natomiast guru, z którym spotykamy się w naszej zachodniej kulturze, jest kimś, kto znajduje się w centrum sekty, jest jej założycielem. Nie wydaje mi się, żeby to była osoba, która chce prowadzić kogoś do zbawienia — ona raczej udaje guru, a jej celem nie jest oświecenie i dobro człowieka, tylko jego wykorzystanie: materialne, seksualne i jakiekolwiek inne. Guru pełni w sekcie najważniejszą rolę; to człowiek, który całkowicie narzuca tempo całej grupie, ma wielki autorytet i nigdy nie popełnia błędów. Do niektórych z nich nie można się dostać, a audiencja prywatna jest często czymś absolutnie wyjątkowym, budzącym zazdrość wśród innych członków sekty. Guru jest jedyną osobą, która zna prawdziwy cel sekty. Jej członkom może się wydawać, że prowadzą dzieło charytatywne, np. zbiórkę pieniędzy dla niepełnosprawnych, a tymczasem prawdziwym celem sekty jest finansowanie przemytu narkotyków... manipulacja Bardzo ważnym elementem działania sekty jest manipulacja. Jakiś czas temu krążyła po Krakowie ankieta na temat rozwoju duchowego. Znajdowały się w niej pytania dotyczące marzeń, pragnień, ale należało także podać swoje wykształcenie, numer telefonu i adres. Po dwóch dniach osoby, które wypełniły ankietę, otrzymały drogą pocztową odpowiedź, mniej więcej takiej treści: „Test się powiódł, wynika z niego, że masz wielkie zdolności językowe. Czy chciałbyś w związku z tym wyjechać na kurs języka angielskiego do Maroka?” lub: „Masz predyspozycje medytacyjne. Czy chciałabyś rozwijać się bardziej duchowo? Możemy zapewnić Ci taki kurs”. Świat oferuje nam dzisiaj wiele możliwości realizowania naszych pragnień, czasem wystarczy tylko wsłuchać się w oczekiwania drugiej osoby, żeby jej coś zaproponować. Tak właśnie robią sekty. Bywa, że manipulacja przybiera drastyczne formy. Niedawno mieliśmy do czynienia w Ośrodku z następującym przypadkiem: młoda dziewczyna chciała zrobić przyjemność rodzicom i nauczyć się języka francuskiego. Skorzystała z ogłoszenia na ulicy i zgłosiła się na kurs. O tym, że córka coś przed nimi ukrywa, rodzice zorientowali się dopiero po trzech tygodniach. Zauważyli, że przychodzi do domu niespokojna, zamyka się w pokoju, z nikim nie rozmawia, bywa agresywna. Kiedy sprawa trafiła do nas, okazało się, że istotnie, był to kurs języka francuskiego, ale dziewczęta poddawano niezwykle mocnej psychomanipulacji i wykorzystywano seksualnie. Aby nikogo nie odstraszać, sekty ukrywają prawdę o swej właściwej działalności. W tym wypadku kurs języka francuskiego — cel zewnętrzny — posłużył do realizacji celu wewnętrznego, którym była manipulacja młodymi osobami, aby je wykorzystać. bombardowanie miłością W werbowaniu do sekty można wyróżnić dwa etapy. Myślę, że nikt z nas nie jest na nie do końca odporny. Pierwszy etap związany jest z potrzebami, które w sobie nosimy. U osoby, której zmarł ktoś bliski, łatwo dostrzeżemy smutek. Wówczas ktoś nieznajomy może podejść do niej na ulicy i zapytać, co się stało. Osoby przeżywające żałobę często są wylewne, i właśnie to bywa wykorzystywane. Można zadawać im trudne i intrygujące pytania: „Umarł pani ojciec? A jak pani myśli, co jest po śmierci?”, „Co teraz będzie?”, „Czy ma pani jakieś środki na utrzymanie?, Czy pani sobie poradzi?”. Tego typu pytania, w których wyczuć można troskę, wzbudzają zaufanie, a jednocześnie służą zebraniu wielu informacji. Ich uzyskanie sprawia, że tą osobą można łatwo manipulować, można ją „podejść” z różnych stron. Jeżeli pytania zadaje zwerbowany przez sektę członek rodziny, to efekt jest jeszcze mocniejszy. Na pierwszym spotkaniu zostawia się kandydata z jakimś niedopowiedzeniem, zdaniem, które zaskakuje, intryguje: „Jeżeli chcesz wiedzieć więcej, to przyjdź, porozmawiamy”. Zostawia się ulotkę i proponuje spotkanie w jakiejś wspólnocie. Drugi etap ma miejsce w siedzibie sekty. Określamy go „bombardowaniem miłością”: „Skąd jesteś, jak się nazywasz?”, „Ładnie wyglądasz”, „Masz piękny uśmiech”. Jest to okazanie zainteresowania osobą i dowartościowanie jej, przekazanie jej bodźców pozytywnych, wysłuchanie tego, co ma do powiedzenia. Jeżeli ktoś nie doświadcza podobnego traktowania w domu, to momentalnie będzie to chłonął. Jest zachwycony tym, że ktoś ma wreszcie dla niego czas, że ktoś go wysłuchał, że kogoś interesuje to, co mówi, i po takim spotkaniu najczęściej decyduje się zostać w grupie. Jeżeli jest to młody człowiek, wraca jeszcze do domu, ale zaczyna postrzegać rodzinę w złym świetle: „W domu nikt mnie nie pyta, co mi jest, jak mi idzie w szkole. A jeżeli już, to po to, żeby ponarzekać, że znów dostałem jedynkę. A tam, we wspólnocie, wszyscy się cieszą, że jestem”. Powstaje rozdźwięk między rodziną a środowiskiem sekty, oczywiście, na niekorzyść tej pierwszej; rozdźwięk tak mocny, że człowiek jest w stanie porzucić najbliższych. Reakcja rodziców, którzy widzą, że dzieje się coś niedobrego, też nie zawsze jest dobra. Pojawiają się oskarżenia o zadawanie się ze złym towarzystwem, co tym bardziej odstrasza od domu. spełnianie pragnień Na początku sekta „nagina się” do potrzeb człowieka. Wychodzi do niego, nasłuchuje jego pragnień i twierdzi, że pomoże mu je zrealizować. A dla realizacji swoich potrzeb człowiek potrafi zostawić wszystko. Tak było z byłym członkiem sekty Himavanti, który przepisał na nią swój dom, zostawił firmę, odszedł od rodziny, a wszystko po to, by dążyć do świętości. Aby ją osiągnąć, był w stanie głodować przez czterdzieści dni albo siedzieć w ciemnym zamkniętym pomieszczeniu prawie dwa miesięce. A sekta mu to umożliwiała... Podczas pierwszego etapu przebywania w sekcie człowiek ma odkryć, że tam jest jego miejsce i że wcale nie musi zostawiać domu ani pracy. Z czasem jednak zaczyna mu się stawiać coraz większe wymagania, np. częstsze szkolenia, droższe kursy. Jeżeli nie ma na nie pieniędzy, może zaciągnąć kredyt w banku. Oczywiście, w banku należącym do sekty. Jeśli ktoś jest katolikiem i co niedzielę uczęszcza do kościoła, sekta zaczyna mu w te dni organizować spotkania lub szkolenia. Wszystko jednak jest wprowadzane stopniowo, aby nikogo nie odstraszyć. Temu powolnemu wdrażaniu nowej osoby towarzyszy z reguły „opieka” dwóch, trzech członków sekty, które dzwonią do niej, pytają jak się czuje i ciągle ją dowartościowują. Ludzie zostawiają dla sekty wszystko, ponieważ ona zaspokaja ich potrzeby. Czują się w niej dobrze, ale nie wiedzą, jak bardzo zmienia się przy tym ich psychika. Żyją w hermetycznym środowisku, mają coraz trudniejsze kontakty ze światem zewnętrznym. Z czasem przestają rozróżniać, co jest dla nich dobre, a co złe. Żyją w ciągłym zafascynowaniu sektą, bo tak są prowadzeni. Jeśli coś zaczyna ich nudzić, pojawia się inna propozycja, inicjacja na wyższy stopień: „Skończyłeś kurs biblijny ze świetnym wynikiem, teraz będziesz egzorcystą na całą Małopolskę” (przykład z sekty protestanckiej). Człowiek czuje się dowartościowany, „jest kimś”, egzorcysta to przecież nie byle jaka funkcja. zdrowy rozsądek najlepszą obroną Niektóre z sekt podszywają się pod popularne dziś szkoły jogi. Jak ustrzec się zwerbowania, jak odróżnić prawdziwą szkołę jogi od sekty? Należy pamiętać, że sekcie nie chodzi o to, żeby przyciągnąć do siebie wszystkich uczestników kursu. Zależy jej na rozwoju szkoły i czerpaniu z niej zysków, a kursanci to zapewniają. Zdarza się jednak, że spośród grupy sekta wybiera dwie, trzy osoby, które wyróżniają się inteligencją czy lepszą od innych sytuacją materialną. Zbiera się o tych osobach informacje od koloru oczu i wzrostu, po zainteresowania i sytuację rodzinną. Pojawiają się indywidualne zaproszenia, już poza kursem jogi, na różnego typu spotkania. Następuje stopniowe nawiązywanie bliższych relacji. W końcu pojawia się propozycja: „W związku z tym, że osiągasz dobre wyniki w jodze, możemy ci umożliwić wyjazd do Indii na dalsze szkolenia”. Kandydat czuje się wyróżniony. Uważa, że wyjazd może być dla niego czymś wartościowym, dlatego chętnie pojedzie. Tam spotka się z „guru”, który jeszcze bardziej utwierdzi go w przekonaniu o właściwie wybranej drodze. To może być bardzo mocne doświadczenie, które przypieczętuje decyzję tej osoby o zaangażowaniu. Tam, gdzie nie mamy do czynienia z sektą tylko szkołą jogi, takie sytuacje się nie zdarzają. Wszyscy ćwiczą razem i nie ma mowy o tym, żeby prowadzący zajęcia spotykał się z kimś dodatkowo. Ale jeżeli jakaś osoba byłaby zachęcana do częstszych spotkań, np. do ćwiczeń jogi z inną grupą, powinna zacząć się obawiać, czy wszystko jest w porządku. Najważniejsza jest wrażliwość na to, co proponuje osoba prowadząca zajęcia. Jeśli pojawiają się dodatkowe spotkania i propozycje wyjazdów zagranicznych, należy zapytać, w jakim to jest celu. Bądźmy bardzo krytyczni, zadawajmy jak najwięcej pytań. Zdrowy rozsądek jest najlepszą obroną przed każdą sektą. TOMASZ MARJAŃSKI OP o. Tomasz Marjański — dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Krakowie opr. aw/aw Copyright © by Miesięcznik List 07/08/2005
czy mariawici to sekta